Autorytet. #strajknauczycieli

Cały czas słyszymy, że powinniśmy kogoś szanować, bo starszy, mądrzejszy, lepiej sytuowany, utytułowany itd. Tak po prostu. Bez szerszego kontekstu, bo się należy i już! Natomiast, to automatycznie nie działa w dwie strony. My często tego szacunku nie otrzymujemy. Stąd mój wpis i przemyślenia dotyczące bieżących wydarzeń.

Kiedy publikuję ten post mija właśnie pierwszy dzień strajku nauczycieli. Protest trwa do odwołania i obejmuje zasięgiem egzaminy ósmoklasistów i gimnazjalistów, a może objąć również maturzystów. Pedagodzy walczą o podwyżki. Duże podwyżki. Jak zwykle bywa w takich sytuacjach pojawia się mnóstwo opinii z jednej lub drugiej strony… Czasami nawet trzeciej i czwartej i pojawi się też moje zdanie.;)

Ja o nauczycielach mogę książki pisać. Od razu zaznaczę, że ponad połowy z nich pewnie bym teraz na ulicy nie poznała, bo reprezentowali typ bezbarwnych urzędników, którzy absolutnie nic nie wnieśli do mojego życia. Coś tam się nauczyłam, ale nie zainteresowali mnie swoim przedmiotem, nie przekonali formą dydaktyki i po prostu wyrzuciłam ich z pamięci. Nieszkodliwy urzędnik, to akurat ta dobra część szkolnego środowiska… Naprawdę tak uważam. Przynajmniej nikomu nie zaszkodzili, ale czy zasługują na podwyżki? Druga grupa, kilka osób, nie oszukujmy się, może maksymalnie 5 sztuk, to jednostki, które wspominam z sentymentem. Pamiętam moją polonistkę z gimnazjum, piękną kobietę, zawsze zachowującą klasę i posiadającą wiedzę. Nie musiała się uśmiechać i podlizywać uczniom, żeby zdobyć ich szacunek. Cenię takich ludzi. Dobrze wspominam też polonistkę z liceum, nieco sarkastyczną, ekscentryczną i marnującą swój talent w zwykłym LO. Nie mogę nie napisać o nauczycielce angielskiego, Ukraince, której zawdzięczam bardzo wiele. Zmuszała wszystkich uczniów do pracy, nauki na pamięć i wysiłku, bo chciała nas czegoś nauczyć, a nie dlatego, że miała pensum do wysiedzenia. Widzicie, potrafię też pisać o dobrych nauczycielach.;) No, ale to by było na tyle, bo reszta oscyluje wokół cyrku. Kiedyś o tym cyrku pisałam na blogu. Nie wiem czy post nadal wisi, bo rodo, więc mogłam usunąć…

Ale do brzegu…

W dobie strajku mówi się o szacunku do pracy nauczyciela, niskich zarobkach w porównaniu do odpowiedzialności jaka na nich spoczywa. To wszystko prawda, ale przecież każdy ma poczucie, że zbyt mało zarabia… Górnik ma takie poczucie, lekarz, rolnik, inżynier, sprzedawca… Każdy. Niestety, w przypadku nauczycieli nie wiemy, ile godzin pracują. Bo badania pokazują, że 18 godzin tygodniowo plus spotkania, rady, przygotowanie do lekcji itd. Tylko jakoś nie chce mi się wierzyć, że WF-ista do północy poprawia sprawdziany… Wiem, to było złośliwe. Natomiast, nie jesteśmy w stanie ocenić realnych kosztów pracy poszczególnych pedagogów, bo twierdzą, że zabierają pracę do domu. Potem jedni rzeczywiście poprawiają kartkówki do północy, a inni oglądają serial, bo ich zajęcia to czytanie podręcznika i uzupełnianie ćwiczeń i nie potrzebują żmudnych przygotowań. O jakości polskiej edukacji świadczy porażająco niski poziom wiedzy absolwentów. Dlaczego rodzice płacą za korepetycje? Dlaczego muszą przerabiać materiał z dziećmi w domu?

Rozmawiając ze strajkującymi nauczycielami ma się wrażenie, że oni są w szkole najważniejsi, a dzieci im wręcz przeszkadzają w pracy, bo nie słuchają, nie chcą się uczyć, są roszczeniowe, głośne… A rodzice, też samo zło. Wymagają od nauczyciela cudów, nie doceniają. Rząd też oczywiście stanowi problem – mało płaci, brakuje pomocy naukowych, sal… To co mówią wskazuje na źle skonstruowany system, który trzeba zmienić, ale na wszelkie propozycje dotknięcia systemu pedagodzy reagują agresywnie i to jest dziwne.

Lekarstwo.

Moim zdaniem, wynagrodzenia nauczycieli powinny być zróżnicowane w zależności od przedmiotu. Przyda się jakaś statystyka, badania poziomu wiedzy uczniów, poziomu zaliczania matur… To można obliczyć. Trzeba też przebudować cały system i uwolnić zawód, likwidując słynną Kartę. Zmiana przyda się w samym pensum, bo 14-18 godzin tygodniowo to jednak mało. Podwyżki – obowiązkowo, ale realnie do możliwości budżetu. Samo podniesienie wynagrodzenia nie poprawi jakości kształcenia. Wracając do szacunku…

Strajk nauczycieli w takich okolicznościach przyrody, to nie tylko brak szacunku do zawodu nauczyciela, ale przede wszystkim do dzieci. Strajkujący nie liczą się z uczuciami najmłodszych, ich postrzeganiem całej sytuacji, stresem, którego doświadczają i późniejszymi konsekwencjami. To jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Drodzy pedagodzy, jak te dzieci mają Was potem szanować, skoro Wy ich nie szanujecie? Wyrzuciliście ich prawa do kosza, a potem będzie wielki skandal, gdy ten kosz wyląduje na waszej głowie. Tak to właśnie jest z autorytetami.

Nie ma uniwersalnych autorytetów, ludzi, których uznaje ogół zbiorowości. Pojęcie autorytetu dojrzewa w naszych głowach i opiera się na empirycznym badaniu, a nie zatwierdzeniu czyichś przekonań. Samo pojęcie autorytetu mocno się ostatnio zdewaluowało, przybierając dość prześmiewczą formę, ale to nic. Jeżeli ktoś jest dobry w tym co robi, to znajdą się osoby uznające go za eksperta w danej dziedzinie. Tak jak ja tych kilku wspomnianych wyżej nauczycieli.;)

Ogłoszenie na koniec, bo dawno mnie tutaj nie było:

Przygotowuje kolejny wpis z gatunku fascynujących postaci. Myślę też o jakimś wielkanocnym przepisie, ale ostatnio jedynie myślę… Zobaczymy czy chęci pozwolą, bo czas bym nawet znalazła.

Pozdrawiam, Małgoś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.