Gwiezdna Ameryka Baudrillard’a – złudzenie w high-definition.

   Tekst – Gwiezdna Ameryka Baudrillard’a – złudzenie w high-definition. – popełniłam cztery lata temu, gdy jeszcze łudziłam się, że moja walka o doktorat potrwa jedynie cztery lata. Trwa już prawie osiem, a im dłużej tym trudniej… Ale nie o tym. Publikując moje „wypociny” chciałabym Wam polecić książkę Ameryka Baudrillarda, która skutecznie obala mity i obnaża mechanizmy amerykańskiej mentalności.  

    Jean Baudrillard to socjolog, filozof i teoretyk kultury. Kojarzony był jako jeden z inicjatorów nurtu postmodernistycznego w teorii społecznej oraz radykalny krytyk globalizacji. Znamienitą część swojej pracy naukowej poświęcił modyfikacjom dokonującym się w kulturze. Warto zwrócić również uwagę na pewną oryginalność Baudrillard’a w sposobie konstruowania myśli. Opisywał interesujące go zjawiska używając terminologii semiotycznej, a przemiany analizował korzystając z mass mediów, które uczynił podstawowym przedmiotem swoich badań. Koncepcje prezentowane w twórczości tego francuskiego badacza są doskonałym materiałem teoretycznym dla rozważań nad współczesnymi zjawiskami kultury, przede wszystkim kultury amerykańskiej.

Ameryka – muzeum, pustynia… fikcja?

   Nikt wcześniej nie podjął tematu fenomenu kulturowego Stanów Zjednoczonych w sposób w jaki uczynił to Jean Baudrillard. Autor słynnej Ameryki w jednym z pierwszych rozdziałów napisał: Od Amerykanów żądam tylko, by byli Amerykanami. Ta jakżeż subiektywna w odbiorze myśl stanowi niejako podsumowanie całego cyklu rozważań. Natomiast rozdziałem, w moim odczuciu, zasługującym na odrębną analizę jest z pewnością Gwiezdna Ameryka. Ta część to nie tylko opis odwiedzanych przez Baudrillarda miejsc, ale przede wszystkim próba zdefiniowania pojęcia AMERYKA w ujęciu socjologicznym, filozoficznym i kulturowym. Do refleksji skłania szeroki kontekst oraz zastosowanie trafnych, obrazowych metafor, które miejscami przytłaczają swoją wieloznacznością.

    Amerykanie, zdaniem autora, powinni jedynie wypełniać stworzoną przez siebie przestrzeń, gwiezdne miejsce, ponieważ są jej idealnym dopełnieniem i co ważne to jedyny kraj od którego oczekuje się jedynie by był. Interpretowanie kultury amerykańskiej jako swego rodzaju ascezę (w tym przypadku asceza rozumiana jako przeświadczenie, iż sceną pierwotną kultury, polityki czy seksualności jest pustynia) nie do końca odzwierciedla rzeczywistość. Takie porównanie można zaakceptować tylko pod warunkiem analizy na płaszczyźnie metaforycznej. Jeżeli przyjmiemy, iż cały otaczający nas świat uczestniczy w procesie pustynnienia, to tzw. gwiezdność Ameryki zostaje uwypuklona w sposób jednoznaczny.

    Czy właściwe jest hermetyzowanie Ameryki tworząc z niej, przynajmniej mentalnie, pewną iluzję? Baudrillard w swych rozważaniach posunął się jeszcze dalej nazywając ją hiperrzeczywistością, urzeczywistnioną utopią: Wszystko tu jest rzeczywiste i pragmatyczne, ale jednocześnie nie daje pewności, że to nie sen. Jak pisze autor w swoim najsłynniejszym dziele:„przejściem do przestrzeni, której krzywizny nie wyznaczają już ani rzeczywistość, ani prawda; poprzez zniesienie wszelkiej referencyjności, a nawet gorzej – za sprawą jej sztucznego zmartwychwstania w systemach znaków, w tym materiale bardziej rozciągliwym niż sens, bo podatnym na działanie wszelkich systemów ekwiwalencji, wszelkich binarnych opozycji, wszelkiej kombinatorycznej algebry, rozpoczyna się zatem epoka symulacji (…) Mamy tu raczej do czynienia z zastąpieniem samej rzeczywistości znakami rzeczywistości.” Idąc tym tropem, prawdziwe oblicze Ameryki dostrzega tylko Europejczyk dysponujący poczuciem symulacji Amerykanie natomiast stanowią doskonałą konfigurację symulacji nie znając jej języka. Są modelem na bazie którego można analizować wszelkie warianty świata nowoczesnego.

    Fenomen kultury amerykańskiej to jej fikcyjność. Dowolny szczegół w Ameryce może być zupełnie pozbawiony znaczenia, lecz ona sama jest czymś, co przekracza nas wszystkich. Patrząc na ten kraj jak na hologram widzimy, że pojedyncza ulica, parking czy choćby dom w Kalifornii zawierają w sobie cząstkę Ameryki. Same stanowią wartość, a razem są spójne jak światło lasera. Zdaje się, że główny problem urzeczywistnionej utopii oddaje pytanie: Co zrobić, gdy ma się wszystko na wyciągnięcie ręki? Baudrillard nazywa to przygrywką do apokalipsy. Jeżeli poprawiamy ideał ludzkiego ciała chirurgią plastyczną, piękną miejską drogę chirurgią obszarów zielonych, a doskonałą już opinię ulepszamy poprzez chirurgię plastyczną sondaży to zmierzamy nieuchronnie ku chirurgii plastycznej gatunku, która doprowadzi do zagłady.

Keep America clean.

    Zdecydowanie najskuteczniejszą reklamą amerykańskiej kultury jest uśmiech. Wiekuisty uśmiech komunikacji, który nie wyraża nic poza koniecznością uśmiechu. Uśmiech stał się metodą i narzędziem zarazem, dostępny na każde zawołanie i wprowadzający dystans. Uśmiech amerykański to niemal zaprzeczenie europejskiej definicji sympatycznego skurczu szczęki. Według Baudrillard’a mechaniczność w funkcjonowaniu (wyrażona np. automatyzmem uśmiechu) odbiera Amerykanom tożsamość na rzecz możliwości zaprezentowania wspaniałego uzębienia. Praktycznie każda krytyka, uśmiechu w wydaniu amerykańskim, zderzy się z argumentami o skuteczności i profitom jakie ten gest przynosi. Uśmiech w najbardziej obojętnej formie zapewnił Reaganowi przewagę w walce o prezydenturę. Żartobliwie mówi się, iż zwyciężył efekt czystych zębów. Im bardziej przeźroczysty i nijaki jest Twój uśmiech, tym bardziej wiarygodny jesteś dla ludzi.

    Biel zębów ukazywana w uśmiechu odsłania białą samotność, pewien egocentryzm współczesnego społeczeństwa. Skupianie uwagi na pielęgnacji własnego ciała z jednoczesną świadomością jego bezużyteczności i całkowitej pewności, iż nie zmartwychwstanie. Jak podaje Baudrillard nie chodzi o to by być ciałem czy je mieć, ale by być do niego podłączonym. Niezwykle istotna jest również jakość tego podłączenia oraz obsesja podłączenia do własnego mózgu. Fascynacja komputerem z antropologicznego punktu widzenia pozwala wytłumaczyć fascynacje spektaklem działania mózgu. Chcemy zobaczyć w jaki sposób działają nasze myśli. Przejrzystość, można rzecz dosłownie, czystość w wymianie myśli z własnym ciałem to pewien rodzaj tak wielbionej przez Amerykanów kontroli.

    Owa kontrola, którą zapoczątkował przesyt, doprowadziła do powstania społeczeństwa obsesyjnego, lękowego. Kontrolujemy własne myśli starając się jak najwięcej zgromadzić, zapisać i utrwalić, kontrolujemy organizm do którego jesteśmy podłączeni balansując między otyłością, a anoreksją. Społeczeństwo mające wszystko, wszystko musi chronić. Pewność swoich decyzji oraz utrwalanie wypracowanych zachowań kształci konkretną świadomość: Amerykanie są ludźmi przekonanymi, przekonanymi o wszystkim i szukają tylko okazji, by przekonywać innych. Najłatwiej zaobserwować to w próbie rekonstruowania historii, która do nich nie należy. Potrzeba ożywiania korzeni staje się wytłumaczeniem dla dyskretnego fałszowania przeszłości. Ten typ zachowania objawia również drugą stronę czyli chęć przetrwania. Korzystając z narzędzi takich jak dietetyka, ekologia, ochrona zagrożonych gatunków ma za zadanie dowieść, iż żyjemy naprawdę. Zawziętość towarzysząca pragnieniu przeżycia objawia się współcześnie w sposób zatrważający: schrony przeciwatomowe, kriogenizacja czy przemoc terapeutyczna. Narzędzia społeczne konstruowane by zaspokoić potrzebę przeżycia doprowadzają do unicestwienia.

Kiedy zgasną światła.

   Ameryka to bez wątpienia kraj filmowy. To co urzeka to niesamowita spójność miedzy obrazem, który widzimy na ekranie, a rzeczywistością. Ten swoisty brak złudzenia Baudrillard w Spisku sztuki uznaje za rezultat coraz silniejszego pędu do dokładności przedstawienia, do pełnej transparencji. „W miarę rozwoju technologii i kinematograficznej biegłości – diagnozuje badacz – złudzenie odeszło w dal. Współczesnemu kinu nieznana jest już ani aluzja ani iluzja: ujarzmia wszystko w sposób hipertechniczny, hiperskuteczny i hiperwidzialny. (…) Zbliżamy się coraz bardziej ku standardowi high-definitionbezużytecznej doskonałości obrazu. Obrazu, który tym samym nie jest już nawet obrazem, jako, że pojawia się w czasie rzeczywistym. Im bardziej zbliżamy się ku definicji absolutnej, ku realistycznej perfekcji obrazu, tym bardziej zatraca się jego zdolność tworzenia złudzeń”. Fraza ta dotyczy kinematografii, ale z powodzeniem można odnieść ją do kondycji (czy natury) współczesnej kultury. Implikacją hiperrealności jest doskonałość, o której Baudrillard stwierdza, że jest „bezużyteczna” – pozbawiony złudzeń obraz, a więc obraz przestający być wyobrażeniem, staje się niepotrzebny, gdyż w ogóle przestaje być obrazem.

   Rekonstruując myśl Baudrillarda dotyczącą symulacji i digitalizacji kultury, wspomnieć należy o zjawisku, które nazwać można kresem obrazów, które, co zostało już powiedziane, przestają istnieć, gdyż nic już nie wyobrażają, stają się transparentne w powierzchniowej wirtualności ekranów. Warto jednakże zaznaczyć także inną przyczynę kresu obrazów, mianowicie ich nieskończone namnażanie. Nadprodukcja obrazów prowadzi paradoksalnie do „zmącenia” wyobrażenia rzeczywistości. Podsumowaniem mogą być słowa Baudrillarda: „pogrążamy się obecnie w przeciwstawnym złudzeniu, odczarowanym złudzeniu obfitości, nowoczesnej iluzji pomnażania ekranów i obrazów”.

   W Europie po wyjściu z muzeum mamy wrażenie, ze miasto jest jego odbiciem. Ameryka jest odbiciem kina: Amerykańskie miasto wygląda tak jakby brało swój początek z kina. Niezwykłość tego odkrycia nie tylko zmienia nasze podejście do Ameryki, ale też pozwala wytłumaczyć swoisty kult gwiazd. Idole są ostatnim mitem nowoczesności, czystym, udzielającym się wszystkim obrazem. Dzięki nim możemy śnić (American dream), a więc stanowią fascynację, marzenia senne. Specyficznym problemem, jaki generują te marzenia staje się sława. W naszych czasach jest udziałem niewielu, choć jak powiedział Andy Warhol: W tym kraju każdy miał lub będzie miał swoje dziesięć minut. Sławy nie tworzy żaden czyn bohaterski, ale przypadek. Jest więc dostępna absolutnie dla każdego i być może to czynią ją wyjątkową.

    Zmierzając ku konkluzji, kultura amerykańska powstała z pustki. Człowiek stworzył ją na płaszczyźnie będącej metaforą pustyni, całkowitego ogołocenia. Pomimo tworzenia przestrzeni wokół siebie i nadawania kolejnych znaczeń wszystko dookoła napiętnowane jest symbolem pustyni. Gwiezdna Ameryka jest więc rzeczywistym zjawiskiem zbudowanym z wysokiej jakości obrazów, metafor. Jej fenomen polega na wierze, że fikcja jest prawdą. Głęboka i rzetelna analiza zjawiska symulacji i iluzoryczności kultury amerykańskiej i opisanie je w optyce semiotycznej to, moim zdaniem, istotny wkład Baudrillarda w badania nad współczesną kulturą.

Literatura:

Baudrillard Jean, Ameryka, przeł. Renata Lis, Wyd. Sic!, Warszawa 1998

Baudrillard Jean, Spisek sztuki. Iluzje i deziluzje estetyczne z dodatkiem wywiadów o „Spisku sztuki”, przeł. Sławomir Królak, Wyd. Sic!, Warszawa 2006

Baudrillard Jean, Symulakry i symulacja, przeł. Sławomir Królak, Wyd. Sic!, Warszawa 2005

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.