Jesień 2017 z woskami Kringle Candle.

    Są ludzie, którzy chcą przeżywać jesień i są tacy, którzy chcą ją po prostu przetrwać. Łączy nas wszystkich wspólny mianownik – CZASOUMILACZE. Od herbaty, przez kocyki aż po świece zapachowe, każdy znajdzie coś dla siebie. Byle poczuć się lepiej i sprawić sobie przyjemność. Dzisiejszy post kieruję przede wszystkim do fanów wosków zapachowych, albo przyszłych fanów.;) Zapraszam na przegląd 9 zapachów z firmy Kringle Candle.

    Post, którego miało nie być.;) Dlaczego? Jeżeli od początku śledzicie mojego bloga, to wiecie, że w zeszłym roku pojawiły się dwie recenzje zapachów z firmy Kringle – jesienna i zimowa. Napisałam wtedy, że używam zapachów tylko w tych konkretnych okresach. Dla przypomnienia wrzucam te wpisy:

Zapachy jesieni. Woski Kringle Candle. #recenzja

Zapachy zimy. Woski Kringle Candle. Recenzja.

    Nic się nie zmieniło. W tym roku również zamówiłam kilkanaście wosków, ale nie planowałam tworzyć recenzji tych zapachów… No dobra, po części też o tym zapomniałam.;) Kilka dni temu, dostałam na Instagramie prywatną wiadomość z zapytaniem, czy będzie jakiś wpis o woskach, bo jesień się zbliża, a tej osobie podoba się forma moich wpisów i korzysta z nich podczas zapachowych zakupów. Wiecie, zrobiło mi się niesamowicie miło. Ta wiadomość nie była jakimś super komplementem, ale poczułam się doceniona.

   Tutaj mała dygresja: Wiele lat temu, w czasach studenckich pracowałam jako kolporter ulotek. Roznosiłam gazetki reklamowe sklepów wielkopowierzchniowych po różnych małych i dużych miasteczkach. Ludzie reagowali zazwyczaj niechętnie… A to nie chcieli mnie wpuścić do bloku, a to straszyli psem… Usłyszałam mnóstwo nieprzyjemnych komentarzy. Tak bywa. Po jakimś czasie nawet się przyzwyczaiłam. Ale wśród tych obojętnych lub negatywnie nastawionych były i takie osoby, które na mnie, a właściwie na gazetkę, czekały z uśmiechem i radością. Czasami nie wiedziałam czy chodzi o gazetkę, czy o chwilę rozmowy, ale było to tak pozytywne doświadczenie w tej parszywej pracy, że przetrwało we mnie do teraz.  Nawet sobie tych ludzi zaczęłam idealizować.;) To piękne, że pozytywne emocje zostają w nas i możemy po nie sięgnąć w trudnych momentach. Z tą ostatnią wiadomością jest podobnie. Koniec dygresji.;)

   W każdym razie, nabrałam ochoty na kolejne posty dotyczące zapachów. Dzisiaj będzie to Kringle, bo akurat mam je pod ręką, ale planuję przetestować dwie inne firmy. Wybrałam dziewięć zapachów, których jeszcze nie omawiałam. Specyfikacje dotyczące wosku są w poprzednich postach, więc nie będę ich powielać. Dodam tylko, że warto polować na promocje, bo 12 zł za opakowanie to jednak zbyt dużo. Tak uważam. Zaczynamy.

WARM COTTON

    Otul się wyjątkowo ciepłym zapachem. Delikatnie kwiatowy, słodki aromat z odrobiną orzeźwiających cytrusów i nutą dodającego zmysłowości piżma tworzy wyjątkowo przyjemnie rozgrzewającą kompozycję.

   W zasadzie, zawsze kupuję jeden, dwa woski tego typu. Chodzi o woń świeżości, prania, miękkiego koca, dopiero wypranej pościeli… Te zapachy bywają naprawdę różne, od mdlących, po niezwykle delikatne, prawie niewyczuwalne. Od razu powiem, nie jestem zagorzałą fanką takich kompozycji, jednak one doskonale sprawdzają się w trakcie dnia. Warm Cotton to zapach, który odpalamy po sprzątaniu pokoju czy łazienki. Potrafi w elegancki sposób wykończyć naszą pracę, nadać charakter wnętrzu. Czuć tutaj wyraźnie nutę świeżości i minimalny aromat męskich perfum. Wąchając wosk w opakowaniu wyczuwam też akcent kwiatowy, ale po odpaleniu w kominku ten akcent znika w jakiś magiczny sposób.;) Ogólne polecam, bo zapachy praniowo-kocykowe pasują praktycznie każdemu. Warto go mieć.

GOLD&CASHMERE

   Ciepła, aromatyczna mieszanka słodkich cytrusów, kremowej wanilii oraz piżma w połączeniu z syropem klonowym i drzewem sandałowym. Pozwól otulić się tym aksamitnym zapachem.

   Ta opinia będzie wyjątkowo subiektywna, więc nie wiem czy do końca powinniście się nią sugerować. Gold&Cashmere zapowiadał się na prawdziwą BOMBĘ. Zobaczyłam ten zapach – a właściwie etykietę – i już wiedziałam, że go chcę. Nawet nie musiałam czytać opisu. Zadziałałam pod wpływem impulsu. To miał być elegancki, perfumowany zapach, który mnie rozłoży na łopatki… No i rozłożył. Nie zrozumcie mnie źle… Nie pachnie tragicznie… Po prostu pachnie rozczarowaniem. Nie tego się człowiek spodziewa. Pierwsze wrażenie: Jakby ktoś piekł ciasto waniliowe w łazience. Zapach wanilii dominuje, a w połączeniu z nutami słodkimi i kwiatowymi tworzy dziwną mdląco-perfumową kompozycję. Dla fanów takich aromatów, a jest ich wielu będzie hitem. Mnie osobiście nie urzekł. Znalazłam jeden plus, po odpaleniu w kominku zdecydowanie łagodnieje… Jakoś sobie z nim poradzę. Fanom waniliowo-kwiatowych połączeń polecam.

ARCHIVES

   Romantycznie dymny , wyposażony w orientalne i rzadkie nuty liści tytoniu i górskiego lasu.
    Miałam kupić ten zapach już w zeszłym roku, ale akurat był niedostępny. W tym roku trafił do mnie przez przypadek… Takie przypadki mogą mnie spotykać częściej. Spójrzcie na opakowanie… Ten wosk mógłby pachnieć wszystkim. Nie miałam oczekiwań, żadnych skojarzeń, nie śnił mi się po nocach, ale teraz chyba zacznie. W opakowaniu nie prezentuje się jakoś szczególnie zachęcająco. Takie tanie, męskie perfumy, które często spotykamy na ulicy, pierwsze wrażenie. Jednak zapach jest bardzo złożony i to nieprzyjemne wrażenie bardzo szybko znika. Kompozycja rozwija się w stronę delikatnych i tajemniczych nut. Po odpaleniu w kominku doskonale wtapia się w przestrzeń i szybko roznosi w pomieszczeniach. Jeżeli miałabym wokół niego zbudować jakąś opowieść, to byłby to piracki statek na pełnym morzu, a właściwie jego ładownia uginająca się od drewniano – skórzanych skrzyń wypełnionych skarbami. Wszystko skrzypi, trzęsie i buja i czuć też tajemniczy, zwierzęcy zew. Mój ulubieniec.

WHITE PUMPKIN

    Szukasz niezwykle przyjemnego zaskoczenia? Skuś się na wyrafinowany, kremowy aromat zupełnie nowego oblicza dobrze znanej dyni. Wyrafinowany zapach zaskoczy Cię słodką nutą tajemniczości.

   Nie wiem czy wiecie, ale ten zapach Kringle Candle wycofuje z produkcji. Podobno. Nie za bardzo wiem co o nim napisać. Pachnie zupą z dyni i cynamonem, może nawet trochę goździkami. Połączenie dosyć dziwne i takie bardzo gołe. Brakuje wyrazistej nuty, czegoś co podbije aromat dyni. Kominek minimalnie ten zapach ratuje, nadając mu delikatny, ciasteczkowy charakter. Mam również duży gorzki żal do firmy Kringle. Wiele osób zaznacza, że w woskach Kringle  (Yankee niestety też) czuć parafinę… Rzeczywiście, czasami ta woń się przebija i nawet drażni. Dokładnie tak jest w tym przypadku. Oczywiście jeszcze dam jej szansę, przecież nie wyrzucę. Nie wiem, może z czymś pomieszam.

FIRESIDE

   Rozpal ogień i poczuj subtelny dym paleniska wraz z domieszką słodkich cytrusów. Raduj się tą chwilą przy cieple kominka.

   Fireside to spacer po lesie w męskiej kurtce, gdy pada deszcz. Tak można opisać ten zapach za pomocą jednego zdania. Wyraźnie czuć ostre, męskie perfumy, a gdzieś w tle podbija wszystko mokre drewno i delikatny leśny aromat. Cudo na jesienne wieczory. Nie do końca pasuje tutaj nazwa – Fireside czyli Kominek – co prawda jest drewno, leśna nuta… Można sobie zwizualizować krople deszczu uderzające w szybę… Ale jednak brakuje przestrzeni, czegoś świeżego, co w tym wosku dominuje. Wiem, że się czepiam… Lubię czasem ponarzekać. Akurat nazwy Kringle ma ciekawe, choć nie zawsze pasujące, gorzej z etykietami… Z drugiej strony, trochę to rozumiem… W końcu etykieta z pasącym się na górskich stokach stadem dzikich koni może wygląda interesująco, ale klienci pomyślą, że wosk pachnie koniem i nie kupią… A chodzi o to, żeby kupili. W końcu, ja też użyłam do zdjęcia kawałka swetra i biały kominek… Tylko dlatego, że nie dysponuję akurat stadem dzikich koni biegnących po łące… W każdym razie, Fireside na TAK, bardzo na TAK. Polecam.

AUTUMN HARVEST

   Skarby jesieni to esencja soczystych jabłek , dyni oraz przypraw. Wszystkie te wspaniałe zbiory łączymy w jedno, aby cieszyć się tą piękną chwilą przez cały rok.

   Ładny, choć duszący zapach. Wyraźnie czuć owoce: jabłka, gruszki, może nawet winogrona i tę przeklętą dynię. Uczciwie przyznaję, tutaj dynia się gubi i nie przeszkadza jakoś szczególnie. Trochę tak jak z zupą dyniową, która dopiero w połączeniu z przyprawami i innymi warzywami nabiera smaku, sama w sobie jest nijaka. Fajna kompozycja od czasu do czasu. Sądzę, że znajdzie wielu amatorów. To chyba nawet nowość Kringle… Cieszę się, że ją mam.

GREY

   Maksymalnie wyszukany zapach Grey łączy w sobie pewną siebie mieszankę owoców cytrusowych, kwiatów, drzew egzotycznych i piżma. Przebłyski wanilii i bonu tonka stanowią bardzo elegancką bazę.

  Mówi się o nim – bestseller, trudno dostępny i rozchwytywany. Serio? Kupiłam go bez problemu. Mówią, że jest jak Grey… Nie wiem, nie znam… A tak poważnie, trochę nie rozumiem zachwytu nad tym zapachem. Owszem, pachnie delikatnie męsko, elegancko, uwodzicielsko, ale wiecie co… Kojarzy mi się z takim metroseksualnym facetem – pierdołą. Kimś, kto na pierwszej randce zamęcza partnerkę opowiadaniem jaki jest wspaniały, a potem płacze, bo nie potrafi zmienić przebitej opony. Przyjemnie popatrzeć na takiego faceta, powdychać zapach perfum, ale na dłuższą metę nie chcemy mieć z nim nic wspólnego. W kominku Grey nabiera nieco charakteru i już nie zalatuje tchórzem, choć nadal wiele mu brakuje do innych męskich zapachów Kringle.

APPLE PUMPKIN

    Połączyliśmy cierpkie, soczyste jabłko, wraz z ciepłą nutą dyni. Wszystko po to, aby celebrować jesień w pełni jej znakomitymi darami natury.

   Wosk nazywa się jabłko i dynia, na etykiecie widzimy jabłko i dynię, więc wydaje się, że w zasadzie dużej tajemnicy tutaj nie będzie… A jednak!;) Czuć wyraźnie zapach kwaśnych, soczystych jabłek i delikatny dyniowy aromat w tle, ale całość tworzy kompozycję, która od pierwszych chwil przenosi mnie w czasy dzieciństwa. Wdycham ten zapach, zamykam oczy i widzę przydomowy sad skąpany w pierwszych promieniach jesiennego słońca. To był dla mnie czas szczególny, bo zbieraliśmy wtedy jabłka do dużych drewnianych skrzynek. Jabłka musieliśmy ostrożnie zrywać, do dłuższego przechowywania nadawały się tylko te nieuszkodzone. Biegaliśmy z bratem i innymi dziećmi między skrzynkami bawiąc się i podbierając co ładniejsze sztuki do natychmiastowej konsumpcji. Ja to wszystko w tym wosku znajduję… Te skrzynki stare, te jabłka czerwone, ten zapach słońca i suchych liści… Uwielbiam.

TOUCH OF AUTUMN

    Szelest liści pod nogami oraz chłodniejszy wiatr – nastała jesień. Przypomni o tym mieszanka aromatycznych, korzennych przypraw w połączeniu z nutą owoców i wanilii. Przywoła wspomnienia obfitych posiłków i czasu spędzonego z najbliższymi.

   Ostatni, mocno nieoczywisty, zapach – Dotyk Jesieni. Zależy czym komu pachnie jesień, prawda? W opakowaniu wosk generuje same ostre nuty. Po odpaleniu ta ostrość ustępuje nieco pola świeżej, słodkawej woni… Takie połączenie przypraw, aromatu drewna, liści i może tej wanilii z opisu producenta. Fajne, typowo jesienne połączenie… Pewnie bardziej na co dzień niż na romantyczny wieczór, ale sprawdzi się doskonale.

   Podsumowując, odkryłam kilka hitów, takich jak Archives, Fireside czy Apple Pumpkin, do których wrócę na pewno. Pozostałe zapachy dzielę na lepsze i gorsze, ale żaden nie odpycha, więc ogólnie jestem zadowolona. Pamiętajcie, że te woski można mieszać w kominku, tworząc własne, unikatowe kombinacje. Muszę zaznaczyć, że firma Kringle Candle ma swoje koszmarki i można się łatwo zniechęcić. Jeżeli nie macie możliwości powąchania danego zapachu to czytajcie recenzje, bo opisy producenta bywają mylące. Udanego kominkowania.;)

Ślę jesienne pozdrowienia, Margo.

 

5 thoughts on “Jesień 2017 z woskami Kringle Candle.

  1. Gigliola Fonti

    Nice blog here! Also your site loads up fast! What host are you using?
    Can I get your affiliate link to your host? I wish my site loaded up as fast as
    yours lol

  2. Bokep smp

    My partner and I stumbled over here coming from a different web
    address and thought I may as well check things out.
    I like what I see so now i’m following you. Look forward to looking into your web page for a second time.

  3. Tourmalign

    Fajnie się Ciebie czyta. Dla mnie Archives też jest hitem. Z kolei Twój opis Fireside zaintrygował mnie, chyba się skuszę.Może jakiś post o męskich, ale nie takich nachalnych (vide Slate), drzewnych zapachach? Pozdrawiam

  4. Margo Autor wpisu

    Dziękuję.;) Pomyślę o nowym poście w styczniu… Muszę się ponownie pochylić nad woskami Kringle, bo ostatnio bazuję na równie świetnych Goose Creek. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.