Jesienna recenzja wosków zapachowych Goose Creek.

   Jesień zbliża się wielkimi krokami. Czuć ją w powietrzu, w zapachu jabłek prosto z sadu, w gorącej herbacie z miodem, w genialnej zupie dyniowej, której przepis niedługo wrzucę (przynajmniej taki mam zamiar), w spadających liściach i kroplach deszczu. To dość niezwykłe doświadczenie nadchodzącej pory roku… Jesieniofile zrozumieją.;) W oparach ekstremalnych doznań serwowanych nam przez naturę pojawia się taka potrzeba przyniesienia tych wszystkich zapachów do domu. Ja ją odczuwam już w sierpniu i wtedy czynię pierwsze zakupy. W tym roku postawiłam na Goose Creek. Zapraszam na recenzję 8 jesiennych wosków.   O moich początkach z marką Goose Creek i pierwszych zakupach można poczytać we wpisie podlinkowanym poniżej:

Woski Goose Creek – „skok w bok” i odkrycie roku!

    Z takich ogólnych spraw, przypomnę jedynie, że każdy wosk to 59 gramów, a koszt jednego zapachu oscyluje wokół 24 złotych. Dużo, dlatego warto szukać promocji. Są sklepy, które oferują 20% lub nawet 30% rabatu, ale nie będę ich promować, bo to nie jest post sponsorowany. Przejdźmy do opisu zapachów.

COOL HARVEST MORNING.

Opis producenta:

Nuty głowy: jabłka, nuty powietrzne

Nuty serca: bergamotka

Baza: drewno sandałowe

    Moim zdaniem, to jeden z ładniejszych jesiennych zapachów. Wyraźnie czuć jabłka, lekkie nuty drzewne i świeże powietrze. Człowiek zamyka oczy, a wyobraźnia maluje kolorowe liście, wiatr zapowiadający pierwsze krople deszczu i sad pełen dojrzałych jabłek. W kominku nieco łagodnieje, zamieniając się w delikatną herbatę owocową z lekko kwiatowym tłem. Przyjemniaczek. Cool Harvest Morning przypomina mi jabłkowe zapachy Kringle Candle, ale tutaj nie pojawia się woń parafiny, który tam niestety występuje, choć nie przeszkadza tak bardzo.

   Lubię, kiedy zapachy są realistyczne, a testując woski wielu producentów przekonałam się, że tylko kilku z nich wie o co chodzi. Goose Creek wie. Już teraz mogę zdradzić, że nie kupiłam jeszcze nietrafionego wosku tej firmy. Wszystkie zapachy są absolutnie do zaakceptowania, a niektóre nawet do zakochania.

BLACK LEATHER

Opis producenta:

Nuty głowy: skóra, zamsz

Nuty serca: nuty kolońskie

   Opinie na temat tego wosku są dosyć skrajne. Od zachwytów po krytykę. Black Lether to dziwny zapach. Nie mogę powiedzieć, że jest duszący czy ostry, bo mogłabym go wąchać na okrągło. Przeważają zdecydowanie męskie nuty wody kolońskiej i skóry, ale trudno skojarzyć go z jakimiś męskimi perfumami. Ma w głębi coś uzależniającego, choć sam w sobie nie powala. Słowo – intrygujący – będzie tutaj na miejscu. Fanom o specyficznym guście (takim jak mój;) polecam.

BERGAMOT MIST

Opis producenta:

Nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, skórka z cytryny

Nuty serca: geranium, zamsz

Baza: biały cedr, mech dębowy

   Zamówiłam trochę w ciemno. Dopiero po fakcie przeczytałam o skórce z cytryny. Lubię skórkę z cytryny, ale nie w wosku. Na sucho trochę ją czuć… Na szczęście, w kominku Bergamot Mist zamienia się w piękny, mglisty, delikatnie perfumowany otulacz. Coś z pogranicza świeżego prania i spaceru tuż po deszczu… Powietrze ma wtedy taki niesamowity zapach, Gdzieś tam jest ta cytryna schowana, ale niech sobie jest.;)

COZY HOME

Opis producenta:

Nuty głowy: sosna

Nuty serca: karmel, kokos

Baza: drewno, piżmo

   Zawsze, kiedy kupuję nowe woski wybieram kilka „domowych” zapachów. Tym razem zdecydowałam się na jeden. Wydawał mi się taki kominkowy, drewniany… Niby wszystko jest w porządku, jestem pewna, że wosk pokocha większość, ale dla mnie kokos czuć zbyt wyraźnie, bym mogła uznać Cozy Home za ulubieńca. Nuty wanilii, karmelu i właśnie kokosa ładnie się ze sobą łączą, więc nie będzie problemu z użytkowaniem, ale drugi raz się  raczej nie spotkamy.

KENTUCKY HARVEST

Opis producenta:

Nuty głowy: liście, jabłka

Nuty serca: goździki, karmel

Baza: drewno cedrowe, wanilia

   Po pierwszym „niuchnięciu” myślałam, że się przewrócę… Jakoś się pozbierałam i później było coraz lepiej. Bo to jest tak, woski przychodzą w plastikowych opakowaniach i zazwyczaj po prostu podnosimy wieczko wąchając zawartość… A prawdziwy zapach można poznać dopiero wyciągając cały wosk z pudełeczka lub odpalając w kominku. Kentucky Harvest „od góry” pachnie dynią. Miałam kilka podobnych zapachów (Biała dynia z Kringle Candle) i jakoś żaden mnie nie urzekł. Na szczęście „od dołu” pachnie jesiennym sadem, jabłkami, śliwkami, gruszkami, drewnem, liśćmi… Cudo.

COOL RAIN DROPS

Opis producenta:

Nuty głowy: bergamotka, ozon

Nuty serca: szałwia, liście lawendy

Baza: bursztyn, białe drewno, czarny pieprz

   Piękny wodny, świeży zapach, połączony z turkusowym kolorem wosku. Może to nie ma żadnego znaczenia, ale obłędnie wygląda w białym kominku zapachowym. Sprawdzi się podczas deszczowego, jesiennego poranka, kiedy myślimy tylko o gorącej kawie, odwiezieniu dzieci do szkoły czy wyjściu do pracy… W zależności od sytuacji. Uwielbiam bergamotkę, a w połączeniu z ozonem i nutami czarnego pieprzu tworzą tercet idealny. Drewna czy szałwii tam nie wyczuwam, ale może tylko podbijają pozostałe zapachy. Polecam bardzo.

BURLWOOD & OAK

Opis producenta:

Nuty głowy: rozmaryn, cytryna

Nuty serca: lawenda, róża

Baza: drewno sandałowe, kaszmirowe i dębu, bób tonka

   Mocny, męski zapach. Nie myślałam, że Burlwood & Oak pójdzie w taką stronę, ale poszedł i całkiem daleko zaszedł na mojej skali ulubieńców. Bo wyjątkowo cenię takie woski. Cytrynę pominę, bo sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku prezentowanego wcześniej Bergamot Mist, ale tutaj drewno zdecydowanie przeważa i nuty cytrynowe pięknie się komponują. To będzie jeden z moich ulubionych zapachów Goose Creek.

CABIN IN THE WOOD

Opis producenta:

Nuty głowy: cytrusy, przyprawy

Nuty serca: drewno dębu, biały cedr

Baza: drewno sandałowe, bursztyn

   Ostatni recenzowany produkt i sprawca całego zamówienia, a w zasadzie kilku zamówień, bo jest dosyć trudno dostępnym woskiem, a bardzo chciałam go mieć. Teraz sobie myślę, że przesadziłam z tym uwielbieniem. Zapach ładny, drzewny, lasu jest w nim niewiele, ale mokrych liści sporo. Teraz już innym okiem patrzę na ten uroczy domek z obrazka. Teraz widzę ubrudzone błotem schody i kornika wesoło krzątającego się przy deskach… Żartuję. Cabin In The Woods to fajny, mocny zapach, ale spodziewałam się czegoś delikatniejszego. Przyznaję się bez bicia, że jeszcze nie wylądował w kominku, więc nie wiem jak pachnie po podgrzaniu, ale żywię pewien optymizm.

     Wiem, że są wśród Was osoby, które czekały na tę recenzję. Pewnie większość liczyła na jakieś „jedzeniowe” opcje, zwłaszcza, że o nich wspominałam… Kiedyś. Niestety, to raczej nie mój klimat. Nie kupuję wosków do recenzji na blogu, ale żeby ich używać, więc nie będę się katować zapachami, które mi nie pasują. Mam nadzieję, że ten post mimo wszystko się komuś przyda, podczas dokonywania zakupowych wyborów.;)

                                                                                                                          Pozdrowienia jesienne.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.